czwartek, 28 sierpnia 2014

14 maja 1978 r.

Witam! Mam na imię Anastazja. Pewnego dnia moje życie dość nudne zmieniło się w całości. I chciałabym wam o tym powiedzieć. Ale zaczną trochę wcześniej. Więc cofnijcie się razem ze mną do dnia 14 maja 1978 r. Mam siedemnaście lat. Jako nastolatka nigdy jeszcze nie miałam poważnej miłości ale wiecie to naprawdę takiej poważnej. że naprawdę kogoś pokochałam. Z czasem miałam wątpliwości ,że kogoś znajdę tego jedynego ,,  rycerza na białym koniu'' Miałam bardzo udane życie do puki nie poznałam jak życie może się odwrócić w jednej chwili. Więc teraz trochę przejdziemy dalej . Aż do 24 września 1987 r. ale jednakże miałam już osiemnaście lat. Do mojego domu ,w którym mieszkałam z rodzicami przyjechała dalsza rodzina (siódma woda po kisielu) i był tam z nimi kuzyn ,którego nie znałam ,bo nigdy go nie widziałam. Gdy weszli do domu przez cały czas patrzył się na mnie i uśmiechał ,aż mama powiedziała idź Anastazja z Luisem i pokaż mu swój pokój i poznajcie się bliżej. Tak ,tak miał na imię Luis i miał osiemnaście lat tak jak ja. No więc poszliśmy. Od razu zaproponował żebyśmy się przejechali. Odparłam na czym.Luis powiedział że przyjechał tu do nas motorem. Jednakże się zgodziłam . I zabrał mnie dość daleko od domu.I zaczął mówić to ,że pokochał mnie od pierwszego wejrzenia. Nie odpowiadałam ,że przy motorze miał jeden kask ,który dał mi. Jak już wracaliśmy powiedział ,że mam założyć kask ale wcześniej go pocałować. Tak zrobiłam to ale są tego minusy tego. W czasie jazdy dałam mu kask i powiedziałam proszę zwolnij. Luis założył kask ale nie zwolnił , bo w tym, czasie rozluźniły się hamulce. Jak pamiętam to zderzyliśmy się z samochodem . Już dalej nie pamiętam ,bo obudziłam  się następnego dnia w szpitalu. Gdy się obudziłam siedział przy mnie Luis ,który cały czas przepraszał. Aż powiedziałam dobra skończ i powiedz mi co się wczoraj wydarzyło gdy miałeś kask ,który Ci dałam. Odpowiedział że mieliśmy stłuczkę z samochodem ja poleciałam jakiś metr od zderzenia. A Luis leżał pół metra od zderzenia. Luis się obudził i wstał aby znaleźć mnie i znalazł. Gdy już znalazł krzyczał do wszystkich aby zadzwonili po karetkę. Gdy skończył przyszedł lekarz i mówił ,że nie miałam zbyt wielu
obrażeń tylko rozcięte czoło i skręcona rękę. Luis miał tylko zadrapania. Półtora miesiąca później dowiedziałam się ,że mam raka płuc . Moje życie stało się dość krótkie. Półtora roku później zaczełam mieć przerzuty i doszło do tego ,że musiałam jeździć wózkiem inwalidzkim ,ale w tym wszystkim pomagał mi Luis. Po jakimś czasie Luis sam się dowiedział że ma raka ale już wszystkich narządów . Pewnego dnia Luis zabrał mnie do kina a potem na kolację jednakże nasze życie było dość kruche. Aż z czasem nadeszła nasza kontrolna wizyta u lekarza  u Luisa stwierdził zatrzymanie choroby a u mnie powiększenie się  doszło aż do tego że musiałam zostać w szpitalu ale było mi dość dobrze ,bo Luis codziennie przychodził do mnie. A tak wogóle leżałam aż pół roku w tym głupim szpitalu aż w końcu powiedzieli mi że  choroba nie robi dalszych przerzutów . A gdy znowu przyszła kontrolna wizyta u lekarza , który nam powiedział, że choroba się nie rozwija. I tak na razie żyjemy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz